Wychodki zamiast toalet, klasowy ogródek, fartuchy szkolne… czyli jak wyglądało życie uczniów w latach 70.!
Na zaproszenie pani dyrektor Beaty Szczypkowskiej oraz uczniów, w piątek 27 lutego naszą szkołę odwiedziły absolwentki: pani Danuta Lużyńska, jej córka Agnieszka Lużyńska – Wiceprzewodnicząca Rady Miasta Marki – oraz Daria Jarmoc, która dziś wita nas w progu szkoły. Panie opowiedziały nam, jak wyglądało szkolne życie w latach 60., 70. i 80.
Jako pierwsza, pamiętająca najstarsze czasy szkoły, głos zabrała pani Danuta. Opowiedziała, że budynek wyglądał wtedy zupełnie inaczej niż dziś. Nie było tej części, w której znajduje się obecnie sala gimnastyczna. Może nas to dziś trochę dziwić (albo bawić), ale w tamtych czasach nie było też centralnego ogrzewania. Zimą lekcje zaczynały się więc w nieogrzewanych klasach.
– Mimo że pan woźny przychodził do szkoły dużo wcześniej i rozpalał w piecu, to zanim sale się nagrzały, było naprawdę zimno – wspomina pani Danuta.
Z drugiej strony były też „plusy”. Nie trzeba było zmieniać butów, bo… nie było szatni. – A poza tym o buty na zmianę w tamtych czasach wcale nie było tak łatwo – przypomniała pani Daria.
Jeszcze większe zdziwienie wśród uczniów wywołała informacja, że przez długi czas w szkole… nie było toalet. „Za potrzebą” trzeba było wychodzić na dwór. Najgorzej było zimą – wtedy naprawdę trzeba było się spieszyć. Historię z toaletami, a właściwie z ich brakiem, opowiedziała pani Agnieszka:
– Kiedy zaczęłam naukę w pierwszej klasie, obiecywano nam toalety. Kiedy sześć lat później do szkoły przyszła moja młodsza siostra – jej też obiecywano toalety. I ani ja, ani ona się ich nie doczekałyśmy.
Jak się okazało, szkoła była trochę pomijana przez ówczesne władze komunistyczne – głównie przez imię i patrona, który im się nie podobał. Centralne ogrzewanie pojawiło się dopiero w 1973 roku, a toalety dopiero w latach 90. W tym samym czasie w szkole pojawił się też… pierwszy komputer.
Dużo emocji wzbudził również temat szkolnych mundurków, które wtedy nazywano fartuchami szkolnymi. Najczęściej były granatowe albo niebieskie, koniecznie z białym kołnierzykiem i tarczą na ramieniu. Tarcza była naszywką z nazwą i numerem szkoły, mniej więcej wielkości kilku centymetrów. Fartuchy miały dwie wersje: dziewczęcą – dłuższą, i chłopięcą – krótszą. Dzięki temu wszyscy uczniowie wyglądali prawie tak samo.
Jednak – jak łatwo się domyślić – nikt tych fartuchów specjalnie nie lubił.
Budynek szkoły się zmieniał, nauczyciele się zmieniali, pomoce naukowe też… ale jedna rzecz pozostała taka sama: uczniowie zawsze ściągają!
Zmieniły się tylko metody. Dawniej ściągało się od kolegi z ławki albo z maleńkich karteczek poukrywanych w najróżniejszych miejscach. Kreatywność uczniów była naprawdę ogromna. Różnica była taka, że kiedyś za ściąganie można było dostać karę cielesną. I co gorsza – nie dało się poskarżyć w domu, bo rodzice często… tylko dokładali kolejną karę.
Na koniec panie złożyły naszej szkole życzenia z okazji 100. urodzin. Pani Danuta życzyła, aby uczniowie byli bardziej życzliwi i otwarci na potrzeby innych ludzi, a trochę mniej zapatrzeni w ekrany telefonów. Pani Daria także życzyła uczniom empatii do drugiego człowieka. – A ja życzę wam, żebyście zapamiętali tę szkołę tak miło jak my i żebyście nawiązali tu przyjaźnie na całe życie – dodała pani Agnieszka.
A młodzież w podziękowaniu za poświęcony czas wręczyła absolwentkom bukiety kwiatów. Spotkanie pełne wzruszeń, śmiechu i wspomnień poprowadziły Nikola Woźniak i Natalia Sobiech z klasy 8d.
Anna Jóźwik
